Zapytaliśmy… Nikodema Kemicera, kierownika Schroniska dla Osób Bezdomnych MARKOT w Ełku Stowarzyszenia MONAR

Nikodem Kemicer: Czas, w którym wychodziliśmy z założenia, że pomoc dla osób bezdomnych powinna skupiać się jedynie na zapewnieniu osobom bezdomnym schronienia i wyżywienia, już od ponad 10 lat jest za nami. W tej chwili, od ponad 10 lat, realizujemy różnego rodzaju programy, których celem jest przywrócenie tym osobom pewności siebie i utraconej godności, a także pokazanie społeczeństwu, że są to bardzo wartościowe osoby.

 

– O tej porze w kalendarzu nie sposób zacząć rozmowy inaczej – Jakim rokiem dla ośrodka był 2018?

– To był bardzo pracowity rok. Był dla nas dużym wyzwaniem, ponieważ po raz pierwszy musieliśmy zmierzyć się z brakiem stałego finansowania z Urzędu Miasta Ełku. Nie udało się nam dojść do porozumienia, jeśli chodzi o realizację zadania polegającego na pomocy osobom bezdomnym w naszym mieście.

 

– Jaki rok przed wami?

– Przed nami jeszcze gorszy rok.

 

– Skąd takie pesymistyczne nastawienie?

– Zmieniają się przepisy. Nowe będą bardzo mocno zaostrzone, jeśli chodzi o pomoc osobom bezdomnym. Wymogiem, którego nie jesteśmy w stanie spełnić, jest metraż, jaki musimy zapewnić naszym podopiecznym. Jeśli nie uda się nam znaleźć budynku na nową siedzibę, będziemy musieli zakończyć naszą działalność.

 

– To przykra i smutna perspektywa. Zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę przyznane w ostatnim czasie przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wyróżnienie za dobre praktyki w zakresie pomocy osobom bezdomnym.

– Wyróżnienie przyznane zostało za naszą dotychczasową pracę. Brane były pod uwagę projekty, które zostały zrealizowane w ciągu kilku ostatnich lat. Rzeczywiście jest tak, że zostaliśmy zauważeni na arenie krajowej. Niestety, ma się to nijak do faktu, że jesteśmy w stanie zrealizować więcej w budynku, w którym obecnie przebywamy. Staramy się realizować nasze działania w taki sposób, by wychodziły one jak najlepiej. Czas, w którym wychodziliśmy z założenia, że pomoc dla osób bezdomnych powinna skupiać się jedynie na zapewnieniu osobom bezdomnym schronienia i wyżywienia, już od ponad 10 lat jest za nami. W tej chwili, od ponad 10 lat, realizujemy różnego rodzaju programy, których celem jest przywrócenie tym osobom pewności siebie i utraconej godności, a także pokazanie społeczeństwu, że są to bardzo wartościowe osoby, których nie powinno się usuwać ze społeczeństwa i skazywać na wieczne potępienie. Są to osoby, którym należy się taki sam szacunek, jak każdemu innemu człowiekowi.

 

– Nie ma żadnych optymistycznych widoków na przyszłość?

– Na terenie miasta jest budynek, który w 100 procentach spełniłby stawiane przed nami wymagania. Jest również bardzo przyszłościowy. Moglibyśmy realizować w nim pomoc dla osób bezdomnych, które wymagają opieki medycznej. Byłoby to miejsce dla funkcjonowania placówki z usługami medycznymi. W przyszłości moglibyśmy pomyśleć nawet o utworzeniu tam hospicjum. Jednak na chwilę obecną cena tego obiektu jest dla nas absolutnie nieosiągalną. To ponad 1 mln 200 tys. zł. i wiemy, że choćbyśmy bardzo chcieli, nie jesteśmy w stanie zebrać takiej ilości pieniędzy.

 

– Nie możecie liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony miasta, państwa lub Unii Europejskiej w ramach projektu?

– Nie spotkałem się jeszcze z projektem, który pozwalałby na zakup inwestycyjny, czyli zakup terenu lub budynku. Były projektu, które pozwalały na wybudowanie obiektu, ale trzeba było być właścicielem terenu lub części nieruchomości. My tego warunku nie spełniamy. Nie mamy na własność ani działki, ani budynku. Ten, w którym mieści się nasza obecna siedziba, wynajmujemy od kolei państwowych. Budynek ma ok. 250 metrów kwadratowych powierzchni i jest prawie trzykrotnie za mały dla naszych potrzeb. Proszę sobie wyobrazić, że biuro w którym właśnie się znajdujemy, jest wykorzystywane przez niemal 14 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu. Nie tylko przez nas. My swoją prace wykonujemy do godz. 15, 16. Po nas na kilka godzin wchodzi tu terapeuta, po nim psychiatra, pracownik socjalny, adwokat, lekarz. To nie są warunki, które mogłyby sprzyjać jakiemukolwiek rozwojowi. W pomieszczeniu o powierzchni 10 metrów kwadratowych realizowanych jest jednocześnie kilka projektów, a zajmują się tym dwie osoby. Trzeba zmieścić masę segregatorów i dokumentów. Jeśli ktoś chce nas odwiedzić i zobaczyć, jak wygląda nasza placówka, nie mamy gdzie go przyjąć i ugościć. Pokoje, w których  tej chwili mieszka więcej, niż 10 osób w każdym, nie są warunkami sprzyjającymi realizowaniu pracy skierowanej konkretnie na terapię. Wiadomo, że czasem dochodzi do różnego rodzaju waśni i kłótni. Dobrze by było więc, gdyby obłożenie w pokojach było mniejsze.

 

– A chętnych do skorzystania z pomocy ośrodka zdaje się nie brakować.

– Przez cały rok obłożenie mamy bardzo wysokie i cały czas zjawiają się u nas kolejne chętne osoby, które chcą skorzystać z pomocy i szansy na lepszą przyszłość. Nawet podwórko mamy zagospodarowane w stu procentach. Leży tam drewno przeznaczone na opał i ogrzewanie placówki, stoją zaparkowane samochody służbowe, jest kawałek palarni, śmietnik i gdy przyjeżdża dostawa pieczywa, lub jak dzisiaj – łóżek, trzeba rozładować ciężarówkę przed bramą, bo nie ma ona możliwości, by tu wjechać. Podobnie, jak śmieciarka – wywóz odpadów jest tutaj wyzwaniem. Wiemy, że prędzej lub później, dzisiejsze problemy lokalowe i tak by nas dopadły. Przepisy, które wchodzą w życie 1 stycznie 2020 roku, przyspieszyły nadejście chwili, gdy musimy wybrać: zmieniamy siedzibę, albo kończymy działalność MONARU.

 

– Co musiałoby się wydarzyć, żebyście mogli zmienić siedzibę?

– Musiałbym wygrać w Lotto. Nigdy nie wysyłałem kuponów. Uważałem, że jest to strata czasu i pieniędzy, budowanie złudzeń. W tej chwili zacząłem to robić. Nie mamy szans, by gdziekolwiek pozyskać środki potrzebne na zmianę siedziby. Jesteśmy placówką z dużymi aspiracjami i potężnym zapleczem doświadczenia oraz chęci do niesienia pomocy, ale zbyt małą. Nikt dzisiaj nie wyłoży takich pieniędzy, żeby pomóc człowiekowi. Dzisiaj bardzo dużo osób wyciąga rękę z prośbą o wsparcie. Ludzie, którzy chcą pomagać, czują się już tym zmęczeni. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Jeżeli komuś się pomaga, to zazwyczaj jest to dziecko lub psiak. Pomaga się osobie starszej, a bezdomni są na samym końcu tej kolejki. Nikogo za to nie obwiniam. Taki mamy system wartości.

 

– Ale ełczanie chyba chętnie pomagają podopiecznym MONARU?

– Tak, sami ełczanie bardzo chętnie to robią. Jadąc dzisiaj do pracy, już przed godziną ósmą rano miałem dwa telefony od rodzin, które z chęcią przekażą mieszkańcom naszej placówki odzież i obuwie. To nas bardzo pozytywnie nastraja, gdy tak wiele osób myśli i chce pomagać osobom bezdomnym. Świadomość mieszkańców naszego miasta jest już dzisiaj na tyle ogromna, że chętnie dzielą się tym, co mają i jeśli mogą pomóc, to się nie wahają. To napawa mnie bardzo pozytywnym nastawieniem. Również to, że jeśli ełczanie myślą o podopiecznych naszej placówki, robią to w superlatywach. Pokazał to m.in. ostatnia zbiórka żywności, w której podarowano nam prawie 4 tony produktów spożywczych. To dla nas dowód, że jesteśmy dobrze postrzegani. Dodatkowo przy okazji akcji nasi podopieczni, którzy przy niej pracowali, usłyszeli od ludzi wiele ciepłych słów. Każde z działań, które podejmujemy, jest bardzo pozytywnie odbierane przez mieszkańców Ełku. To daje nadzieję, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że 60 tys. ełczan równe się milion dwieście złotych – nie wyjdzie takie działanie, matematyki się nie oszuka. Liczę się z tym, że trzeba będzie zakończyć działalność.

 

– Całej naszej rozmowie towarzyszy nuta rezygnacji, którą słychać w głosie.

– Po 15 latach pracy w tej branży wiem, ile wysiłku trzeba włożyć, żeby osiągnąć zamierzony wynik. W ciągu tego czasu organizowaliśmy tylko jedną zbiórkę pieniędzy. W zasadzie to nawet nie my, a osoby z ogromną empatią. Przyjaciele placówki zebrali fundusze na piec, który służy nam do tej pory. Nawet jego producent nie przewidział tak długiego okresu funkcjonowania.

 

– To dobro, które podopieczni ośrodka otrzymują od ełczan, przekazują dalej.

– Po zbiórce żywności wyszli z inicjatywą, by częścią produktów podzielić się z najuboższymi mieszkańcami naszego miasta. Złożyli ponad 200 paczek żywnościowych, które trafiły do podopiecznych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Ełku oraz Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gminie Ełk. To pokazuje, że bardzo dobrze wiedzą, że są osoby będący w większych potrzebach, niż oni. Oni tutaj mają zapewniony dach nad głową i wyżywienie, a obok są rodziny, którym choćby drobną paczką przybliży się upragnione święta, a dzięki zawartości paczki wspólna wigilia będzie weselsza, a stół bogatszy. To na bardzo buduje, że u osób oczekujących i potrzebujących pomocy wzbudzamy chęć pomagania innym. To pokazuje, że naszą pracę robimy dobrze.

 

– Podopieczni ośrodka zdają sobie sprawę z sytuacji, w jakiej znalazł się ełcki MONAR?

– Jeszcze nie. Jak już wspomniałem, mamy za sobą trudny początek roku i brak porozumienia z miastem. Stanęło na tym, że zgłaszające się do nas osoby maja być kierowane do drugiej placówki. Było wiele łez, wizyt w magistracie, próśb, pism, a wszystko spełzło na niczym. Na początku pojawiła się rezygnacja, później chęć do walki. Teraz jest to kolejny cios dla osób, które zmagają się ze swoja trudną sytuacją. Trzeba powiedzieć im „Słuchajcie, placówka będzie funkcjonowała tylko przez rok. Później będziecie musieli szukać alternatywy”. Może się wydawać, że rok w placówce to długi okres czasu. W rzeczywistości jest jednak tak, że jak długo człowiek pozostaje w bezdomności i potrzebuje pomocy, tak długo trwa proces wychodzenia z bezdomności i leczenia uzależnień.

 

– Z tego co wiem – macie sukcesy, jeśli chodzi o wychodzenie z bezdomności podopiecznych ośrodka.

– Możemy nieskromnie się pochwalić wysoką, jak na nasz kraj statystyką pozytywnego wychodzenia z bezdomności. Jest to na poziomie 11-12 procent w skali roku. Mówiąc krótko – co dziesiąta osoba, która do nas trafia, osiąga zamierzony cel. Może się wydawać, że to żaden wynik. Jednak biorąc pod uwagę brak jakiejkolwiek alternatywy i możliwości powrotu do rodziny, rodzinnego domu, brak możliwości zaciągnięcia kredytu lub otrzymania mieszkania z zasobów komunalnych – według mnie jest to rewelacyjny wynik. Z osobami, które się usamodzielniły, staramy się utrzymywać stały kontakt. Jeśli nie telefoniczny, to choćby listowny lub za pośrednictwem social mediów.

 

– Wiem tez, że podopieczni ośrodka, którzy wyszli z bezdomności przysyłają kartki z pozdrowieniami dla kolegów, którzy tu zostali. Wydaje się, że bezdomność to okres w życiu, od którego chciałoby się raczej odciąć, a tu zostawia się go w pamięci. To częsta praktyka, czy specyficzna dla tego miejsca?

– Zdarza się, że te osoby chcą zapomnieć o tym okresie swojego życia i odciąć się od niego. My jednak prosimy przy pożegnaniu, by chociaż powiadomiły nas, czy u nich wszystko jest o.k. Często później pojawia się u nich refleksja, że są dla innych dobrym przykładem. Koledzy dostają od nich kartkę o treści „Byłem w tym samym miejscu, w którym ty jesteś dzisiaj. Mi się udało. Tobie też może się udać. Jeśli nie spróbujesz, to nigdy o tym się nie przekonasz”. Czasem się śmieję, że przybiję tabliczkę, którą codziennie będą czytać nasi podopieczni – „Bój się i rób”. Jest to sformułowanie które kiedyś usłyszałem od mojego wykładowcy. Boimy się tego, czego nie znamy. Boimy się dużych wyzwań, ale mimo to powinniśmy robić wszystko, by tym wyzwaniom stawiać czoła i podejmować działania. Nawet, gdy wyglądają na niemożliwe do zrealizowania i z góry skazane na niepowodzenie. Podobnie jest z naszą obecna sytuacją. Cały czas próbuję, odwiedzam naszych prezydentów, zabiegam o ewentualną interwencję u właścicieli obiektu, do którego chcielibyśmy się przeprowadzić i pomoc w negocjacjach odnośnie ceny, chociaż dzisiaj dla nas wydanie nawet stu tysięcy na jakikolwiek obiekt jest dla nas niemożliwe do wykonania, nie mamy takich środków. Czasami, jak czytam lub słyszę o sytuacji, która ma miejsce u nas w kraju na górze, gdzie 40 mln zł dla kogoś jest jak pstryknięcie palcami, myślę sobie „Kurczę, żeby tak do nas z takich 40 milionów trafił potrzebny nam milion…”

9 odpowiedzi na “Zapytaliśmy… Nikodema Kemicera, kierownika Schroniska dla Osób Bezdomnych MARKOT w Ełku Stowarzyszenia MONAR”

  1. Joanna pisze:

    Powinniście częściej zbierać żywność w sklepach. W miarę posiadanych możliwosci pomożemy. Nigdy na Caritas.

  2. to my pisze:

    Słusznie, nigdy na Caritas !

  3. Jan. pisze:

    Szanuję tego pana i częściej bym się podzielił moimi skromnym dochodami gdyby nie ta jego fryzura.

  4. juzek pisze:

    Ale brodę to powinien spalić bo nie można na niego patrzeć

  5. Jan. pisze:

    I jeszcze ja dorzucę. Jak Pan panie K zaczynasz dyskusje to trzymaj się Pan jednego. Chodzi o spotkanie z Sosnową która uważa że jest czym lepszym niż lokatorzy z budynku socjalnego. Tak pan namieszał że nie wiedzieliśmy kogo Pan popiera. Coś tam Pan w tym monarze robi ale już nie przeceniaj Pan.

  6. Janina. pisze:

    Jak można się tak oszpecić.

  7. Alka pisze:

    NIech Pan się nie obrazi ale gdyby ZALEŻAŁO TO odemnie nie byłby Pan radnym że wględu na te cuda na głowie. Kolega powiedział, zostaw to dobrzak i wszystko jasne.

  8. Alka pisze:

    Z tą lezanką to żeś Pan pojechał. Jest Pan w radzie co prawda tej klakierskiej części ale tam walcz pan o wyposażenie szpitala. Po co ten cyrk.

  9. Rysiek pisze:

    Moja mama powiedziała że opaliłaby tacie brodę lutlampą gdyby miał taką jak ten radny.

Powiat Ełcki Starostwo Powiatowe w Ełku zamknięte dla interesantów
W związku z szerzącą się pandemią koronawirusa Starostwo...
Powiat Ełcki Wydział Komunikacji zmienia zasady pracy
W związku z szerzącą się pandemią koronawirusa, od...
Powiat Ełcki Nagrody ,,Ełcki Bocian 2020” wręczone
Już po raz piętnasty odbyło się wręczenie nagród i wyróżnień...
Powiat Ełcki Wystawa „Karol Wojtyła. Narodziny”
Zapraszamy do obejrzenia wystawy dokumentującej życie Karola...
Prawa autorskie © dm.elk.pl 2015